Czemu strzelanie z broni jest takie ekscytujące?


Po raz pierwszy strzelałem z broni. Bez żartów, to zmieniło moje życie.

„Jeśli Bóg stworzył człowieka, Sam Colt uczynił ich równymi.” — slogan często przypisywany firmie Colt Manufacturing Company w XIX wieku.

To był tylko pistolet kalibru 9 mm, umiarkowanie mocna broń, ale moja głowa odskoczyła przy jego pierwszym, niespodziewanym huku. Moja uwaga była gdzie indziej, gdy pierwszy pocisk opuścił komorę. Nawet z ochronnikami słuchu — i to wysokiej jakości — głośność była szokująca.

Być może spóźniłem się o parę dekad z pierwszym strzałem w życiu. Zbieg różnych powodów tłumaczy ten moment, ale na czele jest brak zainteresowania. Moja kręta droga od dzieciństwa przez liceum i studia do życia zawodowego nie zahaczyła ani o wojsko, ani o służby. O ile wiem, w moich kręgach towarzyskich nie było entuzjastów broni ani myśliwych.

Ale teraz wiem, że powinienem był strzelić wcześniej. W życiu powstaje rozgałęzienie na okres „przed bronią” i „po broni”. Nie docenisz siły broni – fizycznej, kulturowej, politycznej – dopóki jej nie doświadczysz.

Niewtajemniczeni poczują adrenalinę, radość, zachwyt, strach – albo jakąś mieszankę czworga. Moc pistoletu, ten impuls idący od dłoni i nadgarstków przez ramiona i tułów, napawała mnie podziwem. Broń przestała być abstrakcyjnym obrazem z TV czy prasy. Ku mojemu zaskoczeniu nabrałem też nowego lęku i szacunku do broni ze względu na powagę jej zamierzonego celu: zabijania.

Każdy strzał to kulminacja wieloetapowego procesu mechaniczno-chemicznego zapoczątkowanego uderzeniem iglicy w tył naboju i kończącego się tym, że ładunek miotający wypycha pocisk z lufy. Przy odpowiednim celowaniu broń może posłać pocisk przez skórę, roztrzaskując kości i rozrywając organy. Albo po prostu trafić w papierową tarczę wiszącą kilkanaście metrów dalej.

Zbyt rzadko wychodzę ze strefy komfortu. Czemu nie zostać „gościem od broni” na 30 dni? Zakładam, że siła nawyku nie zrobi ze mnie zapalonego użytkownika w tak krótkim czasie. Ktoś może odstawić alkohol na 30 dni. Dziecko może nauczyć się wiązać buty w miesiąc. Ale posiadanie broni czy entuzjazm wobec niej niosą mnóstwo bagażu: moralnego, etycznego, kulturowego, politycznego.

Jeśli chcesz ożywionej dyskusji w moim domu, porusz temat bezpieczeństwa broni i polityki publicznej — w porównaniu z tym polityka i religia to cywilizowane rozmowy. Paradoksalnie biorę się za broń na miesiąc, choć stanowczo popieram większą liczbę przepisów dotyczących bezpieczeństwa broni. A jednak przez miesiąc albo strzelam, albo oglądam broń, rozmawiam o niej z ludźmi, albo oglądam filmy na jej temat.

Stałem z wyciągniętymi rękami, celując do tarczy, z pistoletem 9 mm w dłoniach. Celność wymaga właściwego celowania. Żeby zgrać trzy szczerbinki muszki/szczerbiny, zamknąłem prawe oko i celowałem uważnie. Pocisk wylądował daleko od środka. W dół i w lewo. I znowu w dół i w lewo. I jeszcze raz. Przechodzący pracownik — chętnie pomagający strzelającym — wyjaśnił, że zrywanie w dół i w lewo to częsty problem u początkujących; strzelec antycypuje odrzut i zaczyna poruszać bronią przed ściągnięciem spustu.

Przez trzy tarcze i cztery pudełka amunicji — najpierw 9 mm, potem .45 — moja celność się poprawiła i zacząłem trafiać blisko „bawolego oka” — dwa razy nawet w sam środek. Cóż, sześć czy osiem strzałów łatwo może dać parę dobrych trafień losowo, więc było jeszcze pole do poprawy. Inny pracownik zasugerował, bym strzelał z otwartymi obojgiem oczu, co może poprawić celowanie. Choć celowanie z jednym zamkniętym okiem wydawało się naturalniejsze, może z obojgiem otwartych będzie lepiej. Na ile pomogło? Tylko praktyka pokaże.

Zaledwie kilkadziesiąt minut na osi strzeleckiej uruchomiło we mnie wewnętrzny dialog o moralnej stronie śmiercionośnej broni. Trening strzelecki, nawet czysto sportowy, jest przygotowaniem do potencjalnie śmiertelnych skutków. Jak głosi powiedzenie, „to nie broń zabija ludzi; ludzie zabijają ludzi.” Owszem. Inny znany refren mówi, że samochody zabijają więcej osób niż broń. Ale słyszałem (czytałem) dobrą ripostę ustawiającą broń we właściwym kontekście: samochody zabijają ludzi, gdy coś nieplanowanego pójdzie nie tak; broń zabija ludzi, gdy jest używana dokładnie zgodnie z przeznaczeniem.

Mimo moralnego dylematu, w który sam się wpędziłem, podejmując strzelectwo, podoba mi się to wyzwanie i uważam, że znajomość obsługi broni ma praktyczny walor. Potrzeba samoobrony z bronią to dla prawie każdego mało prawdopodobne zdarzenie. Więc jak dobrze powinieneś przygotować się na najgorszy scenariusz?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patent Strzelecki
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.